Kolonia Troskoty (1), czyli:

Moje dwudziestolecie na „Dzikim Wschodzie”

Nazywam się Henryk Zdziech i pochodzę z pięknej Ziemi Kieleckiej. Urodziłem się 12 maja 1920 r., we wsi Nadolna, w powiecie Końskie, koło Chlewisk. Mieszkaliśmy z rodzicami tuż obok – w Stefankowie – sądzę więc, że jest w tej informacji jakaś niezamierzona pomyłka, bo wsie: Stefanków i Nadolna leżały i leżą po przeciwnych stronach tej samej, wiejskiej drogi. Jaki sens mogło mieć, bym miał nie przyjść na świat w chałupie moich rodziców, lecz po drugiej stronie drogi? A ”chałupa”- to była u nas rzecz nie bez znaczenia, o czym napiszę dalej, przy nieco innej okazji.

Jestem dalekim kuzynem Stefana Zdziecha, niegdyś dowódcy Kompanii Reprezentacyjnej Ludowego Wojska Polskiego, który w swoim czasie prowadził imponujące defilady wojskowe, z okazji bardzo widowiskowych świąt i uroczystości państwowych. Jest on wprawdzie moim kuzynem, ale ja – cywilny Henryk Zdziech – jestem ze Zdziechów właśnie „Chałupów”i przez całe swe dorosłe życie byłem nauczycielem. Poza tym, tylko pierwszy rok swego życia spędziłem w Stefankowie – zaraz potem, wraz z całą naszą rodziną, znalazłem się na Wołyniu – we wsi Troskoty (poprzednia nazwa: Osowiec). Dziś, po latach bez mała dziewięćdziesieciu, trudno mi czasem oddzielać, które życiowe doświadczenia należy przypisać Troskotom, które zaś wspomnienia – rodzinnym opowieściom o Stefankowie. Faktem jest przecież, że na Wołyń zabraliśmy ze sobą „cały nasz Stefanków” i że spotkali się tam osadnicy z wielu zakątków Polski, przywożąc ze sobą różne zwyczaje, normy, poglądy, tradycje. I wyszedł z tej całej mieszanki wielki – nasz polski – „Dziki Wschód’! Myślę jednak, że skoro po tylu latach o czymś pamiętam – to widać warto o tym pamiętać!

Z opowiadań

W Stefankowie mój ojciec – Adam i matka – Marianna, z Michalskich – mieli niewielkie, 16-morgowe, gospodarstwo rolne. Ojciec nie bardzo się jednak tym gospodarstwem zajmował – w rzeczywistości prowadziła je moja matka. Pamiętam ją zgiętą pod wielkimi płachtami zielska, którym karmiła drób, inną bydlęcą chudobę i nas – rodzinę z pięciorgiem dzieci. Zajmowała się więc gospodarstwem domowym, ogrodem, kurnikiem, oborą, robotą w polu – jak było trzeba – najmowała oracza, a nas – dzieciaki – wyganiała z chudobą na pastwisko. Była kobietą prostą, skupioną, cichą, niezmordowaną, wciąż powtarzającą nam przy różnych okazjach uniwersalną prawdę, która brzmiała mniej więcej tak: „Bierz się do roboty, bo jak z rania nie było orania, to i po obiedzie nie będzie!”

Ojciec pracował w giserni (czyli odlewni), w pobliskim Rzucowie. Mówiło się w rodzinie, że bardzo dobrze tam zarabiał, robiąc formy piaskowe i odlewając w nich z żeliwa rozmaite przedmioty gospodarstwa domowego: garnki, sagany, rondle, kieleckie naczynia z uchem zwane „rynieckami”, drzwiczki i płyty kuchenne, fajerki i ruszty palenisk, dusze do ciężkich żelazek, rozliczne drobne narzędzia, okucia i elementy ogrodzeń, części maszyn rolniczych itp. Był fachowcem i miał przez to we wsi poważanie oraz szacunek. Był przy tym człowiekiem towarzyskim, nie stroniącym od ówczesnych, alkoholowych rozrywek. Dzięki temu jednak w rodzinie, a i sąsiedzi nie mówili o nim, że „chodzi w spódnicy”, ani że „się boi kobity! Wierzył być może, że kto karczmę ominie, ten nogę wywinie idlatego bywał tam częstym gościem. To też bez wątpienia przyczyniało się do ojcowego autorytetu we wsi, skoro nieraz słyszałem, jak z uznaniem komentowano przy towarzyskich spotkaniach: Jak un wracoł z karcmy, to cało droga była jego! I stąd się zapewne wywodzi przysłowie: Droga z karczmy krótka, lecz jakże szeroka. Ja oczywiście o te sprawy ojca nie pytałem, bo nie mogłem, a zresztą nawet nie wiedziałem, że warto było o to pytać. Z późniejszych rozmów i opowiadań zapamiętałem usprawiedliwienia tego rodzaju „gospodarskich postaw”: Pije, bo mo!, Za swoje pije! Filozofia takiego życia nie była skomplikowana: Pijcie ludzie wódkę, zakąszajcie chleba, kochajcie kobity – pójdziecie do nieba! W kwestii palenia tytoniu,stanowisko wsi też było jednoznaczne. – Dupa fajki nie pali! – powiadano filozoficznie i wszystko już było jasne.

Obycie między ludźmi zdobywało się w praktyce życia: Jak pódzies bez wieś, zdejmij magierecke (rodzaj czapki), pokłoń się matuli, dadzo ci córecke! Pamiętam, jak potem pewna matula przyszła do nas – grupy wiejskich chłopaków – przyniosła garść machorki i trochę wódki z prośbą: Naucta tam chłopeki mojego Jadamka kawołek cego! W latach 30. ubiegłego stulecia, zapewne w większości wsi funkcjonowały realia, w których żona była „własnością męża”, winna mu była pełne posłuszeństwo, a instytucji rozwodów nie znano. Zdarzały się wprawdzie ucieczki od mężów, ale w środowiskach bardziej wyemancypowanych. Bo i jakże byłoby to możliwe? Trudno rzec dzisiaj czy to była anegdota, miejscowa praktyka, czy też incydentalne zdarzenie, ale – jak słyszałem – gdy miejscowy pleban jechał bryczką, ludzie zdejmowali nakrycia głowy, ustępowali z drogi i klękali przy drodze ze słowami: „Jedzie, jedzie nas zbawiciel, nasy dusy odkupiciel – uklęknijmy na kolana, powitajmy swego pana! Jakże więc można było potem zapomnieć: Co Bóg złączył, niechaj człowiek nie rozłącza!

Kiedyś ojciec (a było to jeszcze jeszcze przed wyjazdem ze Stefankowa na Wołyń) popił z kolegami w karczmie i w „tronkowym rozrzewnieniu”, w nagłym przypływie tęsknoty za domem – zawołał: „Gdzie moja chałupa, gdzie mój dziod kochany!?” Odtąd wołano więc na niego: Chałupa lub Chałupka, a i członków całej naszej rodziny identyfikowano jako: Zdziechy – Chałupy lub zwano po prostu Chałupkami. Inny – Antek – był powszechnie nazywany Ślają. Jego matka często skarżyła się rodzinie i znajomym: „Mój Antyk, to się ino ślaja i ślaja i spać nie daje!”. Podobne przezwiska były zresztą w Stefankowie naprawdę potrzebne, wcale nie mniej, niż na Podhalu, wśród górali, bo Zdziechów było w okolicy wielu. Na cmentarzu w Rzucowie, wśród mężczyzn (głównie ze wsi Skłoby) rozstrzelanych w odwet za pomoc partyzantom majora Hubala, spoczywa ich aż siedmiu – w całej Polsce Zdziechów jest ponad 1100. Tuż przy szosie z Radomia do Skarżyska-Kamiennej leży np. duża wieś o tej właśnie nazwie.

(Cdn.)

Nazwa zastosowana w Wołyńskim Dzienniku Wojewódzkim to TROSKOTY. Była tu 4-klasowa szkoła podstawowa, a 7-klasowa – w Różynie.

Projekt WYKAZU GOSPODARSTW – wg stanu ok. 1939 r. Domyślnie, jeżeli nie wpisano inaczej, wszyscy urodzeni są w tej miejscowości.

1.  MUSIAŁEK I.N.

2. WILCZYŃSKI Stanisław (*Ruda Kościelna, w 1943 r. zabity koło domu), I żona Małgorzata z d. Kośniewska zm. po 1926, dzieci: Władysław 1918, Tadeusz 1920, Maria 1924, Julia 1926. II żona Józefa z d. Długosz, dzieci: Stanisław, Janina.

3. LEŚNIOWSKI I.N.

4. CEBULSKI I.N. córka Helena (m. Stanisław Prasołek z poz.8)

5. PAWELEC I.N.

6. MAGIER Piotr, żona IN., dzieci: Henryk 1910, Stanisław 1914, Franciszek 1923. Synowie zamordowani przez UPA 27.08.1943 w rejonie Świniarzyna.

7. RUNIEWICZ Michał 1878 – s. Mikołaja i Ludwiki, żona Julia 1888 z d. Lipiec – c. Antoniego i Józefy z Wierbiczna, dzieci Helena 1903, Ludwika 1905, Aleksander 1907, Kazimierz 1909, Zygmunt 1911, Tadeusz 1915, Edward 1919, Irena 1922, Mieczysław 1924, Marianna 1928, Józefa 1930. Po wojnie okolice Szczecina.

8. PRASOŁEK Marianna, wdowa po Antonim +1924 (pochowany w Kowlu), dzieci: Ewa (m. Magier – s. Piotra z poz. 6, zginęła na robotach w Hamburgu), Władysław, Stanisław (ż. Helena Cebulska), Wacław 1916 (ż. Janina Leć, śl.1943) i Wiktor (poniżej).

PRASOŁEK    Wiktor, żona (śl.1942, udzielił ks. Piotrowski – w AK ps.Prawdzic) Eugenia z d. Sowińska z Kowla – c. Stanisława i Eleonory. Sołtys był Ukraińcem i z tego powodu w 1943 r. dla bezpieczeństwa Wiktor i Eugenia uciekli do Kowla.

9. KARLIKOWSKI WALENTY I.N., starosta

10. ADAM ZDZIECH, a po 1930 r. – ZYGMUNT ZDZIECH (żona – Genowefa z d. Rejdak) i ich dwoje dzieci: Wiesław, Zofia oraz: siostry Zygmunta: Stanisława i Miarianna i młodszy brat: Henryk. W 1931 r. zmarł najstarszy z rodzeństwa – Edward – pochowany na cmentarzu w Kowlu; grób, w którym spoczywał od 1930 r. również Adam Zdziech – nie zachował się. Wczesną wiosną 1943 – Zygmunt Zdziech z rodziną wrócił na Kielecczyznę; w powojennej Polsce otrzymał gospodarstwo rolne we wsi Głogowiec (koło Nowosolnej i Strykowa, w woj. Łódzkim).

11. REJDAK I.N.

12. ADAMCZYK Szczepan, żona Wiktoria z d. Ciś, dzieci: Joanna, Bolesław, Genowefa, Danuta, Stanisław

13. LEŚNICKI I. in.

14. RÓŻYCKI I.N. Mieszkali po sąsiedzku z Cebulskimi.

15. STAŃCZYK Adam, żona Janina, dzieci: Wiesława 1937, Leszek 1939. Prawdopodobnie Adam był kierownikiem szkoły. Po wojnie Radom.

16. KOTOWICZ Antoni, żona Anna 1903 z d. Sobolewska – c. Władysława i Michaliny z d. Pretko z Dąbrowy, dzieci: Halina 1923, Wacław, Renata 1934. Po wojnie w Łodzi.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *